Całe życie byłam wierna czarnemu
kolorowi kredek do oczu. Właściwie nie wiem czemu tak bardzo stroniłam od
innych kolorów, jak chociażby brązów, skoro najbardziej cenię natural look i
staram się, by mój codzienny makijaż był jak najmniej widoczny, za to podkreślał
naturalne piękno. Ocknęłam się wraz z ta kredką. Zdałam sobie sprawę, że nigdy
nawet nie rozważałam użycia innego koloru do robienia kresek (eh, te
przyzwyczajenia). Ciekawe ile z nas tak ma, ze nie użyje innego koloru, bo …
yyyy… bo nie.
Opakowanie
Drewniane, zamykanie od strony
kredki metalowe, plastikowe od strony gąbeczki.
Zapach
Wyjątkowo delikatny, ciepło
drewniany, niemal niewyczuwalny
Konsystencja
Miękka, jednolita.
Działanie
Kredka bardzo miękka w użyciu,
jednak rozciera się równomiernie i nie brudzi. Kolor pojawi się tylko tam,
gdzie chcecie i będzie on równy, bez ciemniejszych grudek. Łatwo się struga
(tego się boję najbardziej), nie łamie się i nie przylepia do temperówki, co
mnie bardzo cieszy, bo miałam kilka przypadków takich opornych kredek, których
wydajność była fatalna właśnie przez straty przy ostrzeniu. Kolor jest bardzo
ciemnym brązem, który na powiece daje efekt naturalnego cienia, nawet bez
rozcierania, które, swoją droga, dzięki gąbeczce jest bardzo łatwe. Dzięki
kremowej konsystencji łatwo uzyskać jednolity efekt roztarcia. Kolor, jaki
pozostawia na linii wodnej jest troszkę słabszy, niż na górnej powiece, ale dość
wytrzymały (choć kredka jest ogółem wrażliwa na dotyk i słabo zasycha). Grudek
między rzęskami jest niewiele, ale nie udało mi się ich całkowicie uniknąć. Podsumowując, uważam że kredka świetnie spełnia swoją rolę Bardzo
ja polubiłam i chyba nieprędko powrócę do czarnych kredek :)
Cena: 9,90zł
Do kupienia TUTAJ