Mydła w kostce towarzyszą mi stale w
codziennej pielęgnacji od długiego już czasu. Mydło mydłu nierówne. Łączy je
jedynie stała konsystencja, zaś pod względem składu, działania i ewentualnych
ubocznych skutków, wykazują spore różnice. Miałam okazję niedawno przetestować
na własnej skórze mydło z dodatkiem błota z morza martwego, które znane jest ze
swoich właściwości oczyszczających, usuwających zaskórniki, normalizujących
wydzielanie serum i ściągających pory. Lista zalet jest długa, ale czy udało
się je zachować w kostce mydła?
Opakowanie
Kartonik, w środku luźno osadzona
kostka.
Zapach
Błotny, delikatny, nieszczególnie
przyjemny, ale i nie drażniący. Nie utrzymuje się na skórze.
Konsystencja
Twarda. Słabo się pieni, ale wydajność
jest zadowalająca.
Działanie
Używałam go głownie do oczyszczania
twarzy, od czasu do czasu na całe ciało, niestety w tym przypadku dawało efekt
ściągnięcia jak zwykłe mydło, czego nie lubię, nie toleruję wręcz… Mydełko
słabo się pieni, ale nie wpływa to negatywnie na jego wydajność – ilość produktu,
która zostaje na dłoniach przy zwykłym obchodzeniu się jest wystarczająca, tona
piany nie jest niezbędna. Otrzymujemy od niego na pewno bardzo dobre
oczyszczenie, również z makijażu. Nie wystąpiły u mnie żadne zaczerwienienia,
podrażnienia, nie zauważyłam również widocznego wysuszenia skóry, pomimo
uczucia ściągnięcia po myciu. Ładnie chroniło moją cerę przed zapychaniem (odczuwam
to mocno teraz, gdy mi się skończyło). Nie porwało mnie i nie uwiodło, lecz i nie zaszkodziło. Taki średniaczek.
Cena: około 9zł/100g
